To był rok największej epidemii eboli wszechczasów

To był rok największej epidemii eboli wszechczasów

Musisz mieć nadzieję, ale nie okłamuj jej. Kiedy zmarła moja matka, nikt z nas nie był przygotowany, bo ciągle udawaliśmy, a to było okrutne dla nas wszystkich”.

Widziałem, jak moja matka umiera w bólu w szpitalu, ponieważ mój ojciec nie pozwalał nam rozmawiać o możliwości śmierci, a ona nigdy nie wypełniła wcześniejszego zalecenia. Próbowałem odmówić dalszej interwencji medycznej, a ojciec powiedział mi, że ją zabijam. Nie chciałem, aby rodzina Fenga przez to przechodziła.

Myślisz, że wiesz wszystko, ale nie wiesz, czego ona chce. Ona chce żyć, a ty próbujesz się poddać."

Moja matka, podobnie jak Feng, miała raka płuc. Została zdiagnozowana, gdy miałam 16 lat i zaczynałam studia. Przez następne trzy lata obserwowałem, jak się kurczy, tak powoli, że z początku nie zauważyłem. Kiedy wróciłam do domu na pierwszym roku, mama miała krótsze włosy, ale poza tym była taka sama. Potem jej głos cichł, zaczęła brakować tchu, nie mogła już nadążyć za mną na spacerach, była zdezorientowana i wzburzona. Ale nigdy nie przyznaliśmy, że jej stan się pogarsza.

Mój ostatni rok, dwa dni przed wylotem na rozmowę kwalifikacyjną, zadzwonił mój ojciec. Mama była w szpitalu z zapaleniem płuc.

Po rozmowie pojechałem prosto z lotniska do szpitala. W samochodzie ojciec powiedział, że nie wolno nam mówić, że coś jest nie tak. Kiedy przyjechaliśmy, poklepał ją po ręce i powiedział, że w końcu pojedziemy do Paryża, kiedy wyzdrowieje, jak zawsze chciała.

Przez następne dwa tygodnie mieszkałem w szpitalu, mało sypiałem i mniej jadłem. Wkrótce po moim przyjeździe mama nie mogła już mówić i musiała pisać notatki w ledwo czytelnym języku chińskim. Wtedy w ogóle nie mogła pisać. Ani razu nie uznaliśmy możliwości śmierci.

Mój ojciec powtarzał, że będzie miała jeszcze kilka miesięcy, a ja chciałem mu uwierzyć. Pytałem lekarzy i pielęgniarki o jej rokowanie, czy sądzą, że w ogóle ma jakiś zastrzyk. Nie zrobiła tego, ale nikt nie mógł ani nie chciał udzielić mi prostej odpowiedzi.

Pracownik socjalny wielokrotnie prosił nas o rozważenie hospicjum, aby moja mama mogła przejść w spokoju. Myślałem, że to dobry pomysł, ale ojciec odmówił, przerażony moją bezdusznością. „Myślisz, że wiesz wszystko, ale nie wiesz, czego ona chce. Ona chce żyć, a ty po prostu próbujesz się poddać. Ze swojej strony mama odmówiła już jedzenia.

Kilka dni przed końcem pielęgniarka zapytała, czy ma zalecenie z wyprzedzeniem. Nie zrobiła tego. „Kochanie, będziesz musiał wypełnić te formularze”. Zawahałam się, ale w końcu sprawdziłam „Nie” dla wszystkich interwencji medycznych – żadnych pobierania krwi, żadnych podtrzymywania życia, żadnych resuscytacji.

Nie było właściwej odpowiedzi. W końcu poprosiłem ich, aby zwiększyli morfinę, aż poczuje się komfortowo.

Mój ojciec zaśmiał się szorstko, kiedy zobaczył formularze i powiedział: „To… po prostu pozwolisz jej umrzeć. Chce żyć, a ty jej nie pozwolisz. Musiałem zmienić wybór zgłębnika na Tak, aby zmusił go do podpisania formularzy.

W te ostatnie dni mama wydawała się taka nieszczęśliwa, marszcząc brwi, patrząc na sufit, z rozchylonymi ustami, jakby chciała krzyczeć.

Chciałem, żeby pielęgniarki powiedziały mi, co mam robić. Błagałem: „Czy ona cierpi? Więcej morfiny? Nie może tego zrobić, prawda?

Nie było właściwej odpowiedzi. W końcu poprosiłem ich, aby zwiększyli morfinę, aż poczuje się komfortowo i zasnęła trzymając ją za rękę. Kiedy się obudziłem, było zimno.

Nie ponoszę już odpowiedzialności za śmierć matki, ale zawsze będę żałować, jak niepotrzebnie cierpiała pod koniec życia. Żałuję, że o tym nie porozmawialiśmy, i żałuję, że jej lekarze popchnęli nas, abyśmy przedyskutowali jej opcje schyłkowe i wyraźniej wyjaśnili jej szanse na przeżycie

Ale ostatecznie lekarze nie mogą zmusić swoich pacjentów do wypełnienia wcześniejszej dyrektywy lub odmówić bolesnych procedur. Za dalszą dyskusję odpowiedzialni są pacjenci i ich rodziny. Musimy być szczerzy wobec naszych bliskich, jeśli chodzi o umieranie, nawet jeśli jest to przerażające i okrutne. Musimy szczerze rozmawiać produktopinie o tym, co robić pod koniec życia. Moja własna rodzina uniknęła tego i wszyscy cierpieliśmy.

Pacjenci zasługują na możliwość pożegnania. Moja matka zasłużyła na to, by umrzeć wygodnie i spokojnie, nawet jeśli oznaczało to nie włożenie bolesnej rurki do karmienia, aby przedłużyć jej życie o kilka przeciętnych dni.

Mam nadzieję, że mylę się co do matki Fenga. Mam nadzieję, że ten lek chemioterapeutyczny okaże się dla niej cudem i dożyje sędziwego wieku 90 lat. Ale jeśli nie, to mam nadzieję, że będzie z nią szczery i ze sobą, a ona będzie mogła umrzeć bezboleśnie w zaciszu jej dom otoczony ludźmi, których kocha. Mam nadzieję, że będą mieli okazję się pożegnać.

Prostytucja jest nielegalna na Alasce, podobnie jak w całych Stanach Zjednoczonych z wyjątkiem Nevady. Ale relacje między organami ścigania a prostytutkami na Alasce podobno zmieniły się w ostatnich latach. W 2012 roku Alaska uchwaliła prawa przeciwko handlowi usługami seksualnymi – praktyce używania siły do ​​zmuszania osób do sprzedaży usług seksualnych. Zmiana odzwierciedla ogólne ponowne rozpatrzenie przepisów dotyczących prostytucji w wielu częściach kraju i świata. Zamiast postrzegać prostytutki jako przestępców, nowe teorie i prawa dotyczące handlu ludźmi przedstawiają prostytutki jako ofiary, które należy ratować z niebezpiecznych sytuacji. Osoby upoważnione do ratowania to zazwyczaj policja.

Nowy reżim nie wydaje się jednak działać tak, jak powinien, według nowego raportu Tary Burns zatytułowanego Ludzie na Alasce Sex Trade: Ich przeżyte doświadczenie i zalecenia dotyczące polityki. Burns, który dąży do uzyskania interdyscyplinarnych studiów magisterskich w zakresie sprawiedliwości społecznej na Uniwersytecie Alaski w Fairbanks, przeprowadził ankietę wśród 40 prostytutek i ośmiu.

Burns stwierdził, że pomimo nowych przepisów rola policji nie zmieniła się tak bardzo. Alaska definicja "handel ludźmi" jest szeroki i niejasny. Federalne przepisy dotyczące handlu ludźmi koncentrują się na oszustwach, przymusach i wykorzystywaniu nieletnich. Z drugiej strony prawo Alaski definiuje handel ludźmi szerzej, obejmując osoby pracujące w pomieszczeniach lub pracujące razem. Od czasu wejścia w życie nowego prawa postawiono tylko kilka zarzutów o handel ludźmi i żaden z nich nie dotyczył siły lub przymusu. Zamiast tego, prawo zostało użyte przeciwko osobom sprzedającym usługi seksualne (o których mówi się, że handlują sobą) lub przeciwko tym, którzy są właścicielami miejsca prostytucji. "W żadnym z dokumentów, które zbadałem od początku powstania ustawy," Burns mówi w raporcie, "czy został wykorzystany na korzyść ofiary. "

Zostałem ze złamanymi czubkami palców, złamanymi palcami u nóg, złamaną kością policzkową. I czuli się z tym całkowicie w porządku, ponieważ nie było prawa, które by mnie chroniło."

Policja nie wydaje się zatem pełnić funkcji ochronnej. Zamiast tego kobiety ankietowane i przesłuchiwane przez Burnsa postrzegają policję jako zagrożenie. Kiedy ankietowani pracownicy seksualni Burns próbowali zgłosić na policję przestępstwo przeciwko sobie lub innym, grożono im aresztowaniem w jednej trzeciej przypadków, a policja odbierała od nich raporty tylko w 44% przypadków. Ponad jedna czwarta ankietowanych kobiet przyznała, że ​​była napastowana seksualnie przez policję; 9% stwierdziło, że zostali okradzeni lub pobici przez funkcjonariuszy. Jedna z kobiet przedstawiła wstrząsający opis funkcjonariuszy, którzy zdzierali jej bieliznę, aby sprawdzić, czy jest trans i walnęli ją w samochód. Została z "złamane opuszki palców, złamane palce u nóg, złamana kość policzkowa. I czuli się z tym doskonale w porządku," powiedziała, "ponieważ nie było prawa, które by mnie chroniło."

Nie tylko na Alasce policja grozi, zamiast pomagać, prostytutkom. Miasto Nowy Jork eksperymentuje z sądami zajmującymi się handlem ludźmi, które (podobnie jak przepisy dotyczące handlu ludźmi na Alasce) mają na celu traktowanie prostytutek jako ofiar, a nie przestępców. Jednak Audacia Ray, dyrektor organizacji wspierającej pracowników seksualnych RedUP w Nowym Jorku i sama była prostytutka, powiedziała, że ​​rzekoma zmiana nie przyniosła większego efektu. Pomimo pewnych kroków w kierunku reform, policja nadal wykorzystuje posiadanie prezerwatyw jako dowód prostytucji, co oznacza, że ​​kobiety mogą być celem ataku za próby uprawiania bezpiecznego seksu. Komunikacja na temat prostytucji jest również wykorzystywana jako dowód, więc dla kobiet niebezpieczne jest jasne negocjowanie warunków przed faktycznym spotkaniem z klientami, co może powodować niestabilne sytuacje. Pojawiają się również oskarżenia o molestowanie kobiet przez policję lub o to, że policja uprawia seks z prostytutkami przed ich aresztowaniem. Kiedy zapytałem Raya, czy policja została kiedykolwiek aresztowana lub pociągnięta do odpowiedzialności za takie działania, powiedziała: "Wiem, że są ludzie, którzy dokumentują te przypadki, ale jak dotąd nic z tego nie wyszło."

Kanada podjęła jeszcze silniejsze działania na rzecz modelu handlu ludźmi; niedawno uchwalona ustawa C-36 jest skierowana raczej do handlarzy ludźmi i handlarzami seksualnymi niż do osób świadczących usługi seksualne. Jenn Clamen, członkini Stella, l’amie de Mamie, kanadyjskiej organizacji zajmującej się prawami osób świadczących usługi seksualne, powiedziała, że ​​pomimo zmiany, pod wieloma względami same osoby świadczące usługi seksualne są nadal kryminalizowane. "Nowe przepisy są formułowane jako „wymierzone w klientów, ale nie prostytutki” … ale to samo prawo, które zostało użyte przeciwko prostytutkom ulicznym … zostało tak naprawdę po prostu powielone. Sprzedawanie seksu na ulicy jest nadal nielegalne," powiedziała mi. W szczególności kobiety nadal mogą być aresztowane za prostytucję w pobliżu placów zabaw, przedszkoli i terenów szkolnych – zakaz, który może obejmować znaczną ilość miejsca w gęsto zaludnionych miastach, takich jak Montreal. Clamen zwrócił również uwagę, że kryminalizacja klientów ponownie utrudnia pracownikom usług seksualnych wcześniejszą komunikację z klientami, co może zwiększać ryzyko przemocy.

Aresztowanie nie jest najlepszą odpowiedzią. Ale w tej chwili jest to jedno z niewielu narzędzi, jakie mamy."

W rozmowie z dziennikarką Laurą Flanders, sierż. Kathy Lacey, która przewodzi Oddziałowi Zastępców Anchorage, twierdzi, że "za każdym razem, gdy kobieta sprzedaje swoje ciało na seks, powinno to być nielegalne: to poniżanie i wyzysk." Jednocześnie mówi, że "aresztowanie nie jest najlepszą odpowiedzią… w tej chwili jest to jedno z niewielu narzędzi, jakie mamy." Wydaje się to odzwierciedlać sprzeczne podejście organów ścigania do prostytucji. Z jednej strony trzeba go pilnować, ale z drugiej uważa się go za nieskuteczny. Rezultatem na Alasce i gdzie indziej jest policja, która twierdzi, że prostytutki nie są przestępcami, w połączeniu z działaniami, które traktują ich tak, jakby nimi byli. (Sgt. Lacey nie można było uzyskać komentarza.)

Kobiety, z którymi rozmawiała Burns, miały inny zestaw zaleceń politycznych. W przeważającej mierze chcieli zostać zdekryminalizowani. Jako główne zagrożenie, z którym się zmierzyli, 35 procent wymieniło przemoc policji; 30 procent stwierdziło, że nie może iść na policję, jeśli padło ofiarą przestępstwa; 15 procent powiedziało aresztowanie lub oskarżenie. I jak w innych miejscach, powiedział mi Burns, kryminalizacja często jest skierowana bezpośrednio do "rzeczy, które są środkami bezpieczeństwa, rzeczy, które ludzie robią, aby zwiększyć swoje bezpieczeństwo w branży. Pracując w domu, pracując razem, używają e-maili kontrolnych jako dowodów w sprawach handlu ludźmi… więc to naprawdę ma negatywny wpływ na pracowników."

Na Alasce raport Burnsa sugeruje: "handel ludźmi" zmieniła język związany z usługami seksualnymi, ale niewiele zrobiła, aby faktycznie zmienić sposób, w jaki organy ścigania traktują kobiety wykonujące usługi seksualne. Jeśli celem polityki w zakresie prostytucji jest zmniejszenie krzywd wyrządzanych ofiarom, zeznania wielu kobiet na Alasce i w innych miejscach sugerują, że to jeszcze nie działa.

Wcześniej w tym tygodniu pewna kobieta napisała na czacie z poradami Dear Prudence Slate, pytając, czy uważa się za kłamstwo, aby pozwolić jej trzyletniej córce nadal wierzyć w Świętego Mikołaja. Opinia Prudie: Nie."Rzeczywistość w końcu wyjdzie," pisała felietonistka Emily Yoffe, "ale w tym życiu jest tak wiele rzeczywistości, że jedną z przyjemności dzieciństwa i bycia rodzicem jest rozsypywanie od czasu do czasu trochę czarodziejskiego pyłu."Jednak później na czacie inna osoba napisała, mówiąc, że jej rodzice utrzymywali Mikołaja, dopóki pisarz nie skończył dziewięciu lat, kiedy to ta osoba się dowiedziała i poczuła "niesamowicie zawstydzony" że on lub ona był "oszukany" przez tak długi czas. Wniosek jest jasny: nie ma sposobu, aby nie wywołać urazu u swoich dzieci. Tak więc, z wyjątkiem wczesnego sprawdzenia rzeczywistości ze szkoły podstawowej Scrooge, kiedy dzieciaki są w normalnym wieku, aby zdać sobie sprawę, kto tak naprawdę zostawia te prezenty pod drzewem „W badaniach, dla których przeprowadziła wywiady z dziećmi, psycholog z University of Texas, Jacqueline Woolley, zauważyła spadek wiary w Świętego Mikołaja po ukończeniu pięciu lat. Wtedy też osiągnęła szczyt wiara w Zębową Wróżkę: Procent Wierzy według Wieku

Jacqueline Woolley Jej odkrycia przypominały badania z 1978 r., z których wynika, że ​​85 procent czterolatków wierzy w Świętego Mikołaja, ale tylko 65 procent sześciolatków i 25 procent ośmiolatków wierzy. zależy również od tego, jak bardzo rodzice starają się podtrzymać iluzję Świętego Mikołaja – i jak bardzo dzieci starają się odkryć prawdę:

Dwie Boże Narodzenie temu w córce [Woolley] narastały wątpliwości, więc zabierając po mamie, zorganizowała eksperyment. Zostawiła aparat na stole z notatką mówiącą Mikołajowi, aby zrobił sobie zdjęcie, jeśli jest prawdziwy. Woolley grała w tamtym roku, odpisując, że Mikołaj nie może rozgryźć przycisków aparatu, ale w zeszłym roku przestała być taka ostrożna i pozwoliła córce zobaczyć "Mikołaj prezenty" być umieszczonym pod drzewem.

Co ciekawe, kiedy przeprowadza się wywiad z dorosłymi, mówią, że pamiętają, że wierzyli znacznie dłużej. Ankieta AP z 2011 r. wykazała, że ​​wśród dorosłych respondentów 84 procent ludzi kiedykolwiek wierzyło w Świętego Mikołaja, ale średni wiek, w którym przestali myśleć, że jest prawdziwy, wynosił 8,8. Podobnie, wcześniejszy sondaż AP wykazał, że wiek, w którym dzieci przestały wierzyć, różnił się w zależności od religii, ale ponad jedna trzecia do połowy ludzi z różnych religii stwierdziła, że ​​przestała wierzyć w wieku od 9 do 12 lat – znacznie później niż to, co dzieci powiedziały Woolleyowi: Wiek, kiedy przestałem wierzyć w Mikołaja

Wśród tych, którzy kiedykolwiek uwierzyli. (2006 AP-Ipsos Poll/Nineteensixty-four) Najwyraźniej tak jak dzieci mogą wierzyć w Świętego Mikołaja dłużej niż to absolutnie konieczne, dorośli lubią wierzyć, że wierzyli dłużej niż w rzeczywistości. Więc jeśli twoje dziecko nie zostawia mleka i ciastek w swoim pokoju w akademiku, można się założyć, że prawdopodobnie nie zrobisz mu blizn, utrzymując magię przy życiu przez kilka lat."

To był rok największej epidemii eboli wszechczasów. Zaczęło się w Gwinei pod koniec 2013 r., a Światowa Organizacja Zdrowia została poinformowana o tym w marcu 2014 r., kiedy to Gwinea miała 86 przypadków i podejrzewano przypadki w sąsiedniej Liberii i Sierra Leone. Wirus rozprzestrzeniał się stopniowo, zabierając coraz więcej istnień ludzkich, dopóki WHO nie ogłosiła wybuchu „stanem zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym" 8 sierpnia.

Ludzie w dotkniętych społecznościach byli, co zrozumiałe, przerażeni; niektórzy byli nieufni wobec pracowników służby zdrowia i sprzeciwiali się chodzeniu do ośrodków leczenia, gdzie mogło się wydawać, że tylko umrą. W końcu nie ma lekarstwa na Ebolę. Eksperymentalne zabiegi pomogły niektórym, ale nie wystarczyły. Pracownicy służby zdrowia, udręczeni i przepracowani, starając się utrzymać ludzi przy życiu, mogli nie mieć czasu na uspokojenie obaw pacjentów. A ci, którzy sami próbowali opiekować się swoimi bliskimi, często też się zarażali. Wirus zmusza ludzi do izolacji, rozprzestrzenia się poprzez kontakt z płynami ustrojowymi, a przytulanie chorego członka rodziny to narażanie się na niebezpieczeństwo.